wtorek, 8 marca 2011

Magia kąsa/Magic bites - Ilona Andrews

Jak widać, nasza technika ciągle się rozwija, pozbywamy się tego, co naturalne, żeby postawić w tym miejscu piękny apartament, czy kolejny hotel, starsi ludzie w sklepach nie raz przeżywają szok na widok  nowych technologii, choć szczerze powiedziawszy, widząc niektóre wynalazki nawet ja zastanawiam się (i to często), czy to wszystko ma swoje granice.Czy kiedykolwiek nastąpi taki czas, że ludzie nagle przestaną drążyć, przestaną odczuwać chęć poznania coraz to większych i niebezpiecznych sekretów świata. Chyba nawet nie powinni, człowiek jest stworzony do tego, by się rozwijać, lecz co w przypadku, kiedy przyjdzie coś o wiele potężniejszego niż ludzka technologia i zawładnie wszystkim tym, bez czego do tej pory nie mogliśmy się obejść? A jeśli będzie to magia, którą teraz wielu z nas chciałoby w końcu dostrzec?
Takie rozważania pojawiły się w mojej głowie po mniej więcej 50 stronie, jednak pozwoliłam autorom książki (Ilona Andrews to w istocie duet pisarski) odpowiedzieć za mnie.
Magia pojawiła się na świecie. W przypływach i odpływach "pożera" pozostałości królujących kiedyś nad nami betonowych wieżowców, największe skupisko dawnych olbrzymów, właściwie niedaleko zrównanego z ziemią koncernu CocaColi nazwane zostało Zaułkiem Jednorożca i spotkacie tam raczej podejrzanych typów z równie podejrzaną przeszłością, a nie eleganckiego pana prezesa. Kate Daniels jest najemnikiem Gildii, mimo że ze swoim doświadczeniem mogłaby spokojnie urzędować na całkiem niezłym stanowisku w innych, ważniejszych instytucjach. Nagle dowiaduje się, że jej opiekun został brutalnie zamordowany - teraz przyda się każda informacja, trzeba odnaleźć zabójcę i sprawić, by gorzko pożałował.
Moje oczekiwania co do tej pozycji były jasne, chyba nigdy nie byłam równie konkretna - miało być niebezpiecznie, tajemniczo, groźnie, z odpowiednią domieszką humoru i oryginalności, wszystko dostałam pod postacią tej książki. Już sama historia i konstrukcja świata są niezwykle interesujące, a gdy pojawiają się jeszcze dynamiczni bohaterowie, to wtedy szykuje się prawdziwa uczta czytelnicza. 
Kate Daniels - główną bohaterkę i zarazem narratorkę opowieści cenię przede wszystkim za  niezwykłą naturalność w zachowaniu, nie dostrzegłam w niej kobiety z problemami osobowościowymi, która za wszelką cenę musi udowodnić każdemu swoją wartość, dzięki czemu wydaje nam się wiarygodną postacią, a czytelnik potrafi docenić jej zaangażowanie i trud wiążące się z tym męskim zawodem, krótko mówiąc - godna zaufania przyjaciółka, osoba, która popełniła w życiu wiele błędów, lecz za każdym razem potrafiła odbić się od dna i dogonić przeciwników. Mimo że Kate na co dzień obraca się głównie w towarzystwie mężczyzn, tym razem nie zabraknie i kobiecych postaci, pojawił się nawet mały, polski akcent.
Klarownie zarysowane charaktery naszych postaci, oraz skomplikowany system rządzący rzeczywistością Kate wyróżniają tę pozycję na tle innych książek fantasy, całości dopełniają plastyczne opisy walk, relacji panujących w danych środowiskach, oraz wiele, wiele innych składników składających się na kawał dobrej literatury.
Książkę mogę z czystym sercem polecić każdemu, to aż wstyd nie poznać tak wspaniałych postaci towarzyszących naszej bohaterce w śledztwie, a szczególną uwagę zwróćcie na pewnego przywódcę Zmiennokształtnych i jego Gromadę.

"Pozwól, że przedstawię sobie was nawzajem - powiedział strzygoń - To jest obecnie mój najstarszy syn. Nazwałem go Aarg. Aarg, to jest przyszły obiad. Przyszły obiedzie, to Aarg"


Ocena: 5,5/6 rewelacja

"Magic Bites" - Ilona Andrews; wyd. Fabryka Słów 2010, 438 stron; literatura amerykańska, przekład - Anna Czapla; tom 1 serii o Kate Daniels/ The Kate Daniels Series

niedziela, 6 marca 2011

Moja biblioteczka (ciągle doskonalona)

Zostałam zaproszona przez Lenalee do zabawy, dzięki ;) I tak miałam zamiar pokazać moją biblioteczkę, kiedy uzupełniłabym wszystkie serie, a u mnie na razie to tak pierwszy tom, drugi tom jakiegoś cyklu, więc nawet nie ma po co ukrywać tego chaosu poniżej :D Powiem nawet, że moja biblioteczka domowa dopiero nabiera należytego kształtu. Każde zdjęcie można powiększyć

Ta półka jest taka najbardziej reprezentacyjna i uporządkowana. Najbardziej dumna jestem z tej na górze i na dole, bo na tej pośrodku panuje kompletny misz masz.
Do tej półki muszę koniecznie kupić Kruchą wieczność Melissy Marr, a co do GONE, to cały czas zastanawiam się, czy kupować kolejne części, może lepiej oszczędzać miejsce na inne? Nie mam pojęcia :P
Kolejna ulubiona półka, ostatnia na razie. Tutaj muszę uzupełnić książki A.Bishop (reszta Trylogii Czarnych Kamieni), Jaye Wells (Mag w czerni), Nalini Singh (Pocałunek archanioła) Libby Bray (Studnia wieczności) i brakuje mi także 3 tomu Wojen Świata Wynurzonego. Co do Wezwania to nie wiem, czy tracić pieniądze na kolejne tomy, bo pierwszy średnio mi się podobał.Na zdjęciu jest także Dom nad rozlewiskiem" ale nawet nie zaczęłam tej książki i nie wiem, czy kiedykolwiek to zrobię.  
Tutaj dominuje Andrzej Sapkowski zdecydowanie, ciesze się, że mam jego książki na półce, do wielu fragmentów wciąż wracam. Reszta w towarzystwie AS'a jeszcze czeka na przeczytanie, jeżeli spodoba mi się pan Wegner, to z pewnością uzupełnię kolekcję o drugi tom Opowieści z meekhańskiego pogranicza ;)
No i jako taki porządek się kończy - reszta półek to czysty bałagan. Tej powyżej nawet całą seria Opowieści z Narnii nie pomaga, dalej jest tutaj istny koszmar. Stąd koniecznie muszę coś zrobić z Nefilim oraz Mroczną nocą, by mieć miejsce na serię o Kate Daniels, jak widać, na razie mam pierwszy tom.
No i ostatnia półka, tutaj jest pomieszane kompletnie fantastyka, paranormale, obyczajówki, tam jakiś horror też się znajdzie, wszystko. Ale ładniej zrobi się kiedy wreszcie oddam/sprzedam komuś znienawidzone Wizje w mroku, może też i Gildię magów (3 tom podobno jest całkiem dobry, ale nie mam zamiaru męczyć się z Nowicjuszką, żeby może dojść do najlepszego, szkoda czasu), uzupełnię serie od Richelle Mead (AW) i Rachel Caine (Nieznana)
To tyle na razie, jeżeli kogoś może ciekawią moje zbiory to klika i po sprawie. Moim marzeniem zawsze była jedna, wielka półka, ale niestety, muszę cieszyć się tym, co mam ;)

czwartek, 3 marca 2011

Jestem Numerem Cztery/I Am Number Four - Pittacus Lore

Zarówno książka jak i jej ekranizacja to nowości, więc ja (jak przystało na miłośnika książek) dla porównania przetestowałam obie rzeczy. Jak wrażenia? Wszystko opiszę w dzisiajszym, takim luźniejszym poście.
Planeta Lorien świetuje, wszędzie fajerwerki i radość, nastała przecież ta dwutygodniowa pora roku, kiedy oba księżyce pojawiają się po przeciwnych stronach horyzontu. Wszystko kończy się jednak katastrofą - Modagorczycy postanowili zaatakować, zniszczyć obcą planetę, tak jak zniszczyli własną.
Dziewięcioro obdarzonych Dziedzictwem wraz ze swymi Stróżami osiedlają się na Ziemi. Ze względu jednak na urok rzucony w dniu opuszcznia rodzimej planety muszą się rozststać - póki żyją osobno, Modagorczycy mogą ich zabić tylko w kolejności numerów.
Głownym bohaterem jest Czwórka - chłopak, który puścił Lorien w wieku 4 lat. On i jego Stróż Henri prowadzą koczowniczy tryb życia - gdy pojawia się chociaż cień zagrożenia uciekają w poszukiwaniu nowej kryjówki.
John pragnie stabilizacji, której na próżnodoszukiwać się w jego sytuacji - najdłuższy pobyt trwał 9 miesiący na Florydzie, gdzie ukrywał się jako Daniel Jones. Cała historia zaczyna się epilogiem, z którego dowiadujemy się, że Numer Trzy został unicestwiony - wiadomo, kto jest następny. Daniel więc przybiera więc nowe imię - John Smith i ucieka z Henrim do Paradise w stanie Ohio. Tam John chcąc zachować pozory normalności i choć przez chwilę poczuć się jak zwykły nastolatek rozpoczyna naukę w pobliskiej szkole, gdzie spotka kogoś, dzięki komu odzyska wiarę w lepszą przyszłość.
Książka jest przyjemna, a sam pomysł na fabułę sam w sobie jest niezwykle ciekawy. Fakt, do książki podeszłam z ogromnym podekscytowaniem, ale strona po stronie te uczucia po prostu zanikały, by znowu powrócić dopiero pod koniec - autorom (pod przezwiskiem Pittacus Lore kryje się dwóch panów) wizja nastoletniej miłości przysłoniła wszystko inne, odnoszę nawet wrażenie, że przez to zaniedbali główną koncepcję fabularną.
Przez połowę książki nie dzieje się kompletnie nic, wygląda to mniej więcej tak - Henri zrobił kawę, spotykam się dzisiaj z Sarą, poszedłem do Sary, zadzwoniłem do Sary, wziąłem prysznic, jedynymi ciekawymi przebłyskami to treningi naszego bohatera, albo opowieści z czasów przed wojną.
Kolejny minus to konstrukcja postaci Henriego i Johna, ten pierwszy zachowuje się sztucznie, w moim odczuciu nie miał nic wspólnego z pokrzywdzonym człowiekiem, z kimś, kto stracił tak wiele. Drugi bohater jest kolejną ofiarą autorów, jak już wspomniałam, za bardzo skupili się na wątku miłosnym - nie wiemy jak wygląda John (chyba, że wystarczą nam informacje o bicepsach i atletycznej budowie ciała), czego nie można powiedzieć o jego dziewczynie, trudno zapomnieć, opisy jej urody pojawiają się za często.
Książka w moim odczuciu jest taka sobie, nie jest bardzo dobra, ale też nie zasługuje na spalenie, końcówka tego tomu może wywołać dreszcz i nie mogę się doczekać, gdy spotkamy resztę Numerów, czuję, że wtedy to dopiero się rozkręci.
Film (chociaż mówię to z ciężkim sercem) jest o wiele, wiele lepszy i już zalicza się do moich ulubionych, neutralizuje po prostu wszystkie wady książki, z chęcią obejrzałabym go jeszcze raz, ech, co za czasy! Żeby film był lepszy od książki? Kosmos.
Przeczytałam taką plotkę na jakimś portalu, że jednak nie będzie sequelu do tego filmu, no cóż, z jednej strony mnie to cieszy, a z drugiej nie - film jest fantastyczny według mnie, lecz gdyby ta plotka okazała się prawdą, Alex Pettyfer (w filmie John Smith) mógłby się skupić na czymś innym ;) - nie od dziś wiadomo, że dostał propozycję roli Jace'a Lightwooda w ekranizacji Darów Anioła, a ja trzymam kciuki, by się zgodził :)
Teraz obżeram się na całego pączkiem z adwokatem, mniam, mam nadzieję, że sobie nie żałujecie raczej :d
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...