Następnego dnia po moim spontanicznym zakupie przeniosłam się do futurystycznego państwa Panem, rozciągającego się na terytorium dawnej Ameryki Północnej. Centrum tego kraju jest obfitujący w bogactwa Kapitol, otoczony już tylko dwunastoma dystryktami. By podkreślić miarę swojej bezsprzecznej władzy, co roku wybierają dwóch mieszkańców każdego dystryktu. Wybrańcy, którymi mogą zostać już dwunastoletnie dzieci, z uśmiechem zmuszeni są wziąć udział w brutalnej grze - w Igrzyskach śmierci.
Katniss Everdeen, szesnastoletnia dziewczyna z najbiedniejszego dystryktu dostała porządną szkołę życia po śmierci ojca, obciążona widokiem głodujących i zubożałych ludzi stara się stworzyć pozory normalności dla własnej rodziny, tymczasem chwila, gdzie sędzią zostaje zwykły przypadek, nadchodzi i wzbudza lęk.
"Igrzyska śmierci" to jedna z tych lepszych książek, które miałam przyjemność czytać. Katniss wprowadza nas w swój świat i swoją rzeczywistość w taki sposób, że możemy poczuć na własnej skórze ból i wciąż tlącą się nadzieję mieszkańców Złożyska - póki co narracja pierwszoosobowa się sprawdza, ale potem niestety psuje trochę zabawę i wręcz upraszcza Katniss jako postać - jej przemyślenia są standardowe, jest po prostu przykładem klasycznej konstrukcji bohatera potraktowanego okrutnie przez życie, a sądzę, że gdyby autorka zrezygnowała z takiej formy narracji, Katniss przynajmniej zaskoczyłaby mnie w jakiś sposób. Ale jednego nie można jej odmówić - z pewnością jest inteligentna, czytelnik mógł to poczuć, co ogromnie mnie cieszy, dlaczego? Dlatego że ostatnio autorki przyswoiły sobie dziwną umiejętność, piszą na temat bohaterki w samych superlatywach, postacie poboczne również to przyznają, tymczasem czyny delikwentki pokazują zupełnie co innego. Tutaj, wbrew wszelkim moim podejrzeniom, jest odwrotnie.
Wizja świata wykreowanego przez Suzanne jest niesamowicie realna i, trzeba to przyznać, mało pocieszająca. Pokazuje, że my, pomimo wszystkich zaawansowanych technologii, tego postępu nauki, nie rozwiążemy podstawowych kwestii głodu, ubóstwa i wojen - bogaci będą się bogacić, a biedni zostaną strąceni na koniec świata i zdeptani. Nie zlikwidujemy okrutników i sadystów, napawających się bólem słabszego, wciąż będziemy piastować pieniądz, mówiąc bez wyrzutów, że postęp to postęp, muszą być poszkodowani, tylko szkoda, że tych "poszkodowanych" będzie coraz więcej.
Suzanne Collins na pewno dokonała czegoś wielkiego, jest to lektura niebanalna, z kształtem i posiada wszystko niezbędne do spędzenia miłych chwil :)
Ocena - 5/6 bardzo dobra
"The hunger games" - Suzanne Collins; wyd. Media Rodzina 2009, 350 stron; literatura amerykańska.



